wtorek, 14 października 2008

Ostatni pokój ukończony.

Jeszcze w piątek był "w budowie" i straszył tymczasowością.




Przez weekend trwały intensywne prace wykończeniowe. I pokój jest (prawie) skończony. M. położył podłogę, stare meble sosnowe zostały pomalowane na biało i trochę "postarzone".
Pokojowi brakuje jeszcze ostatniego szlifu, ale i na to przyjdzie czas.

Ma to być pokój dla gości. Nazywamy go "oliwkowym" ze względu na kolor ścian, zresztą bardzo udany.

Już w weekend miał swój chrzest-pierwsi goście przeżyli jakoś nockę.

niedziela, 12 października 2008

Grzybobranie.

Już wszyscy wiedzą, że grzybów w lasach zatrzęsienie. I ludzi zresztą też. Dotąd jeździliśmy na grzyby gdzieś daleko od domu. Zupełnie niepotrzebnie. Wczoraj poszliśmy na skróty - do lasu obok naszego domu i to w godzinach mocno popołudniowych. I było naprawdę pięknie.


Po chwili koszyk wyglądał tak:



I co zrobić z taką ilością grzybów ? Ostatnio raczę moją rodzinę sosami grzybowymi na umór, ale ile można.
I taaaaakie okazy się zdarzały.....



Niech mi jeszcze ktoś powie gdzie można znaleźć kurki (w sensie takie grzyby). Wiem - w tym roku już jest za późno, ale może chociaż na przyszły... Marzy mi się sos kurkowy.
A oto młody leśniczy ze swoją asystentką:)



piątek, 10 października 2008

Kwiaty wróciły do domu.

Całe lato spędziły na tarasie. Ponieważ zaczęły się już nocne przymrozki więc przyjęliśmy je do domu. Teraz stoją w każdym dostępnym, wcześniej wolnym, kącie.


To drzewko dostaliśmy w prezencie z informacją, że jest to chińska róża.
Po kilku dniach pobytu w ciepłym pomieszczeniu zaczęła pięknie kwitnąć, już drugi raz w tym roku. Kwiaty jednak w ogóle róż nie przypominają, bardziej kojarzą się z malwą. Muszę poszukać jakiś prawdziwych informacji na temat tego drzewka.



PS. No i znalazłam, wygląda identycznie:
Ketmia róża chińska (Hibiskus rosa-sinensis) - gatunek rośliny z rodziny ślazowatych (Malvaceae). Popularna roślina ozdobna pochodząca z Chin i wschodnich Indii.




wtorek, 7 października 2008

Mój dom jest moją twierdzą.

My house is my castle - tak mówią brytyjczycy. I niech tak zostanie, a że moja twierdza jest niewielka dlatego powstał "my small castle".

Ten blog ma archiwizować zmiany jakie zachodzić będą w naszym domu, który dopiero się "wykańcza". Za naście lat być może będziemy mieli materiał do wspomnień. Wtedy może nie będziemy już w nim mieszkać lub, co bardziej prawdopodobne, zmienią nam się gusta a większość rozwiązań w domu nie będzie nam już pasować.

A zaczęło się to tak... Dom był w zasadzie marzeniem małżonka szanownego. Nadal nie wiem czy zależało mu bardziej na domu czy na ogrodzie. Mi zupełnie odpowiadało mieszkanie w bloku. No i dałam się namówić. Oczywiście była to ogromna okazja, jak zwykle ;-) Teraz jednak, po zamieszkiwaniu w nim przez pół roku, nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu.

Tak wyglądał nasz dom jeszcze dwa lata temu.
A to aktualna wersja.



Jeszcze dużo roboty, ale w końcu nie od razu Rzym zbudowano...